Ostatni Samuraj

Złota Polska Jesień. To czas kiedy romantycy z chęcią wychodzą na długie spacery, melancholicy zamykają się na dobre w domu, a kierowcy płaczą, że za chwilę muszą zmienić swoje sztandarowe alusy na koła obute w zimówki. Ostatnie słoneczne dni jesieni, to też wymarzony okres na zamknięcie sezonu. Nie byle jakiego sezonu, bo jazdy z otwartym dachem. Podobno właściciele cabrio mówią, że jeśli raz kupisz maszynę bez dachu, zawsze będziesz chciał taką mieć. Jeździłem kilkoma bezdaszowcami i coś w tym jest. Szczególnie, jeśli dołożyć do tego fajny motor, dobry rozkład mas, sportowy zawias i dobry wydech. No tak, tylko biorąc po uwagę wszystkie te kryteria, człowiek zaczyna liczyć zera potrzebne do ich spełnienia. Ale jest wyjątek. Auto, które jest ikoną roadsterów i sprzedało się w niemal milionowym nakładzie. Postanowiłem je sprawdzić. Czy japoński wojownik pasuje do polskiej jesieni?

IMG_8425

Imion ma wiele

Może to jeden z najmniej istotnych elementów tego auta. Jego nazwa. Ale skoro jest legendą, to warto podjąć temat. Zawsze zastanawiałem się dlaczego w Europie mamy pseudo kod w postaci MX-5 i dlaczego Mazda nie mogła na naszym rynku również zastosować nazwy „Miata” tak jak w USA? MX-5 ma wydźwięk jak jakiś tajny kod. Brzmi jak imię brata R2D2 z Gwiezdnych Wojen. Miata brzmi fajnie. Zabawnie, ciekawie, zwiewnie. Podobno wg oficjalnych źródeł w starogermańskim języku Miata znaczy „nagroda”. Zdecydowanie bardziej pasuje do Samuraja. MX-5 zostawmy dla Robocopa.

IMG_8486

Cześć dla przodków i tradycji

Miata obecna jest na rynku od 1989 roku. Od tego momentu wyprodukowano ponad 945 000 tysięcy Miat (stan na 31.04.2014) uszczęśliwiając ludzi na całym świecie czystą radością z jazdy. Tak jak i poprzednie edycje również Miata którą miałem okazję jeździć, jak na Samuraja przystało wiernie dotrzymuje tradycji. To auto, które koncepcyjnie jest genialne w założeniach. Zbudowane wg. pięciu podstawowych zasad wyznawanych przez inżynierów Mazdy czyli: niewielki rozmiar, rozkład masy 50:50 i napęd na tył, dwumiejscowa kabina oplatająca pasażerów, sportowe zawieszenie oraz wręcz namacalne przeniesienie napędu. Wszystko to ujęte w filozofię „jinba ittaj” czyli spójność jeźdźca z koniem. Może w pierwszy momencie wydawać się to zabawne, ale im głębiej zastanowić się nad porównaniem i założeniem inżynierów, tym bardziej widać słuszność ich teorii. Tak, tylko teoria teorią, liczy się praktyka. Czas zatem sprawdzić, czy japońska opowiastka to tylko chwyt marketingowy.

IMG_8511

Forma

Podobno ktoś kiedyś powiedział, że aby dostrzec prawdziwe piękno kobiety, trzeba ją ujrzeć w odpowiednim kontekście. Dlatego postanowiłem zabrać Miatę na teren Toru Poznań. Dlaczego właśnie tam? Bo wbrew temu, co wielu myśli o tym aucie, jest to samochód sportowy. Nie zwykła bulwarówka, do lansu w nadmorskich kurortach. Chcesz się pokazać na mieście? Szukaj innego auta. Mazda ma sprawiać przyjemność z jazdy. A gdy na nią spoglądasz z zewnątrz, radość jest równie niezła. Obłe nadkola niczym obfite biodra chowają oryginalne 17’ calowe koła Mazdy. Biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, nie jest to zabójczy rozmiar, ale tutaj wygląda dobrze. Idealnie komponują się z bryłą auta nie zakłócając jej idealnych proporcji. Krótki przedni zwis oraz długa maska wskazują na klasyczną koncepcję roadstera. Szyba stosunkowo mocno pochylona i niezbyt długa. Do tego zgrabny tyłek z dyfuzorem i podwójny wydech. Słowem, jest klasycznie, ale jest dobrze. Ze smakiem.

IMG_8451

Najwięcej kontrowersji wzbudza we mnie przód auta. Dlatego, że zawsze miałem problem z przodem Miaty. Najbardziej do gustu przypadła mi generacja II (NB) produkowana w latach 1998-2005. Ta którą widzicie na zdjęciach to III generacja (NC) po lifitngu. Czyli po operacji, która miała dodać jej piękna. Czy się udało? Moim zdaniem tak, bo III bez liftingu wygląda z przodu trochę jak zdziwiona ryba. To wina dziwnego ukształtowania wlotu w zderzaku i halogenów. Tutaj po lifcie te elementy są zmodyfikowane, mniej obłe. Zdecydowanie bardziej dynamiczne. Teraz Miata nie jest zdziwiona. Zadziornie się uśmiecha. Lubię ten uśmiech. Zobaczmy co ma dla mnie w środku.

edit

Prosto z wnętrza

Jest nisko, jest ciasno, jest twardo. Jest dokładnie tak jak być powinno w sportowym roadsterze. To nie salonka do wożenia wieczorów panieńskich, picia drinków w środku i wystawania przez dach w świecących rogach diabełków. Na nasze szczęście nikt nie wpadł na zrobienie z Miaty limuzyny. Przynajmniej mam taką nadzieję. Boże broń.

edit22

Jak na każdym okręcie, także tutaj ważny jest ster. Jak wygląda? Wolant mały, dobrze leży w dłoniach, chcesz nim zakręcić, jak kołem fortuny. Skrzynia biegów z bardzo krótkim drążkiem i dobrze wyprofilowany podłokietnik. Deska rozdzielcza prosta i funkcjonalna. Widać, że konstrukcja ma już swoje lata i niektóre elementy nie należą do najnowocześniejszych. Problem mam z zegarami. Mają niby to srebrne obwódki, które w sumie mają podkreślić nie wiem co. Zegary są ultra proste i niech takie zostaną. Nie ma co udawać, że są premium. Deska? Twarda. Fotele? Stosunkowo twarde, ale w miarę dobrze trzymają na boki. Generalnie? Czuję się tu dobrze, bo niemalże ryszę tyłkiem po asfalcie, a kokpit i kabina mnie oplata. Jest jedno „ale”. Nie zakochałem się we wnętrzu od pierwszego wejrzenia. Jest też drugie „ale” – może zaraz zmienię zdanie gdy poznam jej charakter w ruchu.

Harmonia ruchów

Pierwsze przejechane metry Mazdą, to kilka szybkich sygnałów od auta. Sprzęgło jest pro sportowe, chwyta przy końcówce. Nie jest to przypadłość tego egzemplarza, bo sprawdzałem również na innym modelu przed liftem. Wiesz, że musisz nadusić porządnie, zdecydowanie. Opuszczasz weekendowy trening nóg? Będziesz żałować. Ciekawym motywem jest skrzynia. Krótki drążek i krótkie prowadzenie, bardzo precyzyjne, do wyboru 6 biegów. Ale z samego początku wymaga przyzwyczajenia, bo sprawia konkretny opór. Dzięki temu i wyżej opisanemu sprzęgłu, zmiana biegów jest realnym odczuciem. Wszystko działa mechanicznie, wiesz że jedziesz samochodem, nie kosiarką.

IMG_8539

Silnik to tradycyjna wolnossąca jednostka 2.0 16V legitymująca się mocą 160 japońskich rumaków (i 188 NM). Nie są to byle jakie konie, bo lubią wypas wysokogórski. Żeby uwolnić stado, trzeba pokręcić silnik do 7000 obr/min, a można i wyżej bo aż do 7500 obr/min. Zabawa trwa w najlepsze, a na Waszej twarzy pojawia się coraz większy uśmiech. Brak doładowania to kolejny klasyczny motyw. I tu mam zagwostkę, bo teoretycznie od 2000 obr/min auto ochoczo i liniowo ciągnie w górę. Gdyby dołożyć turbinę, pewnie zaczęłaby pracę poniżej 2000 i dodała wigoru w średnim zakresie obrotów. Tylko wtedy moc nie była by tak płynnie rozwijana, auto zmieniło by całkowicie swój charakter. A tak, mamy 7,9 do pierwszej setki i całkiem niezłą elastyczność w średnim paśmie obrotowym. Trzeba tylko pamiętać że ten Japończyk lubi obroty. I to bardzo.

Wysokie obroty w Mazdzie mają jeszcze jedną zaletę. To także większa ilość decybeli podczas symfonii układu wydechowego. Nie jest to brutalny Akrapovic, czy też pomruk Brabusa, ale daje satysfakcję i prowokuje. Chcesz przytrzymać auto na obrotach i posłuchać jak mruczy. Czy mógłby być głośniejszy? Mógłby, tak samo jak silnik mocniejszy, a koła większe. Ale nie o to tutaj chodzi. Pasuje idealnie. Jest fajnie.

IMG_8579

No i tym sposobem dochodzimy do sedna czyli przeniesienia napędu. Silnik dostarcza całą swoją moc na tylną oś, za co tak wielu chwali legendarnego roadstera. Miata wręcz „zamiata” tyłem, szczególnie po wyłączeniu kontroli trakcji i ze 160 konnym silnikiem. Pomaga w tym mechanizm różnicowy o ograniczony poślizgu. Tym samym w ciasnym zakręcie na drugim i trzecim biegu można zadziwić poważnych delikwentów w starych BMW dla których Mazda jest równie męska, co Tęcza na Placu Zbawiciela. Nie jesteś mistrzem driftu, ale chcesz puścić wodzę fantazji? Miata jest na tyle neutralna, że pomoże Ci nie zabić się na pierwszym lepszym szybkim łuku, a Ty pojedziesz do domu z przeświadczeniem, że mógłbyś zastąpić Paula Walkera w Szybkich i Wściekłych.

Spójność ciała i duszy

Prawdziwy Samuraj odznaczał się tym, że na co dzień był osobą powściągliwą i skromną, ale jednocześnie znającą swoją wartość i zabójczo skuteczną. Podobnie jest z Mazdą. Jeśli podjedziesz nią pod drogi hotel, nie licz, że goście wybiegną oddawać ci hołd. Kto zna się na autach, uśmiechnie się, szepnie dobre słowo lub podniesie kciuk w górę, bo wie, że masz gust. To auto przez swoją koncepcję jest efektywne, a nie efektowne. W najlepszy możliwy sposób daje Ci możliwość poczucia na własnej skórze jazdy sportowym, prostym, niemalże zcalonym z kierowcą autem. Jest po środku tego całego wiru. Nie ma turbiny, setek koni, wielkich hamulców, supernowoczesnej skrzyni. Nie ma, bo tego nie potrzebuje. A jak Ty zachwycisz się 8biegowym automatem i doładowaym 1,6 który wyciąga 300 koni i nasycisz się wyścigiem zbrojeń i mocy, pewnego dnia na światłach spotkasz Miatę. Spojrzysz na nią z sentymentem, a ona będzie tak stać pewnie i twardo. Bo wie na co ją stać. A jej kierowca będzie miał uśmiech na twarzy. Na pewno.

M.R.

 Liczby dla ciekawskich:

  • Typ silnika: benzyna, R4, pojemność 1 998 cm3
  • Moc KM / przy obr./min 160/ 7 000
  • Maksymalny moment obrotowy Nm / przy obr./min.188/ 5 000
  • Skrzynia biegów manualna, 6-biegowa
  • Prędkość maksymalna km/h 218 (wierzę na słowo)
  • Przyspieszenie (0-100 km/h) s 7,9
  • Zużycie paliwa – dane producenta (miasto/trasa/średnie) 10,9/ 6,1/ 7,8 (podobno realne)
  • Wymiary (dł./szer./wys.) mm 4 020/ 1 720/ 1 245
  • Cena wersji podstawowej w zł 104 800 zł

Ps. Wielkie dzięki dla Rafała i Taty Rafała za udostępnienie auta do testu, cierpliwość i niezmącony spokój, kiedy wskazówka obrotomierza dotykała czerwonego pola ;)  UWAGA – auto, które widzicie na zdjęciach jest obecnie wystawione na sprzedaż, chętnych zapraszam po informację.

2 comments

  1. Andrzej T. pisze:

    O tak! Mazda MX-5 – jeden z moich ulubionych funcarów. Wielka frajda podczas jazdy, zwłaszcza podczas słonecznych, letnich dni. Oby w nowym modelu duch Miaty został zachowany i sprawiał, że będzie nie tylko środkiem lokomocji, ale sposobem na przyjemne spędzanie wolnego czasu.

    1. Maciej Radziemski pisze:

      Nawet w jesienne daje dużo radości 😉 Sam jestem ciekaw nowego modelu, do wyglądu nie mogę się póki co przekonać, ale podejrzewam, że jest to jedno z tych aut, które na żywo wyglądają lepiej niż na zdjęciach. W końcu KODO to Dusza ruchu. Co do całego koncept jestem dziwnie spokojny. Wierzę, że Japończycy dochowają tradycji i znów będzie bić rekordy sprzedaży.

Comments are closed.